poniedziałek, 25 października 2010

"Cash and Hearts"

"Cash and Hearts" to nasz pierwszy singiel z "Lights so Bright", które wychodzi 09.11. Właźcie na nasz ..:MYSPACE:.. słuchajcie i dawajcie znać co sądzicie. Jesteśmy na serio cholernie tego ciekawi :)



A to powyżej to okładka naszej płyty. Piękny rysunek wykonałem osobiście, kaligrafią zajął się Maciej Sobczyński, którego może kojarzycie, bo gra na gitarze w naszym zespole. Jeśli ktoś jest ciekaw co ten rysunek przedstawia to polecam przyjrzeć się zdjęciu, które jest na samej górze tego bloga (i na MySpace zresztą też). Już? I nic? No dobra... Rysunek, jak i zdjęcie, przedstawiają rozświetloną rafinerię pod Gdańskiem. Jeżdżąc na "osławione" sesje koncepcyjne a potem na nagrania do gdańskiego studia DickieDreams mijaliśmy zawsze tę rafinerię i strasznie się nią podniecaliśmy. Wygląda trochę jak z Blade Runnera czy coś. W każdym razie zrobiła na nas wrażenie i dobrze nas nastrajała. Stąd nazwa płyty, stąd też sporo tekstów jakoś tam z tym klimatem powiązanych (nie, nie z rafinerią i przemysłem). Uznaliśmy, że na okładce nie chcemy foto tylko własny rysunek. Urządziliśmy więc zespołowy konkurs na rysunek, który miałem przyjemność wygrać jednym głosem.

/// Eryk

piątek, 22 października 2010

Lbn i Wwa

Wyjazd do Lublina był dla nas kolejną szansą na sprawdzenie na żywo materiału z nowej płyty. Lepiej trafić nie mogliśmy bo festiwal 'Electric Nights ACK 2010' okazał się jedną z najfajniej zorganizowanych imprez, na których dane nam było zagrać, serio! (Pozdrowienia dla p. Marka!) My oczywiście musieliśmy dać dupy i spóźniliśmy się na próbę dźwięku ale na miejscu czekała już na nas garderoba:





...i obiad!:



Na koncercie było super, na koncertach Nell, Plug and Play i Cool Kids of Death też było super ale nam najbardziej podobały się gadżety na stoisku naukowym (TAK, było takie!), a inż. Gągol nie chciał wręcz stoiska opuścić:



A jak już dotarliśmy do Warszawy to byliśmy bardzo zmęczeni...



...a do tego organizacja imprezy warszawskiej była nieco gorsza od tej lublińskiej, więc większość dnia spędziliśmy na mało pasjonujących zajęciach, takich jak podłączanie kabli, sprawdzanie mikrofonów, naprawianie zepsutych sprzętów itp. Na szczęście koncert w końcu doszedł do skutku a to tego okazało się, że wśród publiczności znaleźli się i tacy, co oglądali nas w Lublinie! (Pozdrawiamy!)

Maciek

środa, 6 października 2010

"Lights so Bright" - master blaster!



Jest nam wyjątkowo miło podzielić się informacją, że mastering naszej płyty został już ukończony. Oznacza to, że materiał jest gotowy do wydania. Oczywiście zanim to nastąpi minie jeszcze trochę czasu: przygotowujemy okładkę, jest zylion spraw formalnych... Płyta nazywa się "Lights so Bright", jest na niej 12 utworów. Premiera 9 listopada 2010 r. W przyszłym tygodniu ukaże się nasz singiel "Cash and Hearts".

Food and music



Najnowsze wieści z frontu: najpierw pojechaliśmy grać nowy materiał do Konina, z resztą w ogóle pierwszy raz tam graliśmy. Do rozdziewiczania okazało się to idealne miejsce bo i publika i klub były zajebiste. Jedynym minusem było to, że jechaliśmy te 200km blisko 6h - rozkopywano wszelkie możliwe drogi dojazdu, głownie staliśmy w korku. Zaliczyliśmy za to genialną przydrożną knajpę, obok której przejeżdżaliśmy wielokrotnie ale nigdy nie było okazji się zatrzymać. "Kuchnia Ormiańska Yerewan" przy trasie Warszawa - Poznań wskakuje przebojem do mojego top 10 najlepszych knajp przydrożnych. Bardzo miła pani na dzieńdobry serwuje herbatę ziołową z nie wiadomo czego. Zupy może nie powalają ale są ok. Drugie danie to jednak strzał w dziesiątkę. Moje sarmale (rodzaj naszych gołąbków serwowanych w liściach winogron) z sosem jogurtowym zasługują na wysokie noty. Reszta chłopaków zamówiła mięsne dania, które nieco przypominały to co znamy np. z kuchni bałkańskiej.Wygrał chyba Kuba zajadając się wołowiną podawaną z lawaszem i chłodnikiem do picia. Zmiażdżył mnie deser w postaci pachlawy – słodkiego ciasta z farszem z miodu i orzechów. Minus jest jeden: ceny. Na jedną osobę wyszło ok 35 zł. Ale było warto! Ocena: 8.5



Po koncercie w Koninie musieliśmy szybko spadać do W-wy, bo następnego dnia graliśmy na Don't Panic We're From Poland w klubie 1500m2. Całkiem miła sprawa, klub wypełniony po brzegi - głownie za sprawą Marii Peszek. Koncert Brodki właściwie mnie ominął bo odpoczywałem na backstage'u po naszym występie (powyżej fota obrazująca to co zrobiliśmy wraz z Kubą ze ścianami, wyszło dość ciekawie). A szkoda bo nowy materiał jest naprawdę dobry. Ale gig Marii Peszek wystarczył mi do szczęścia. Do tej pory nie przepadałem za jej muzyką ale przyznam, że na żywca robi wrażenie. Wielkie brawa dla jej zespołu: na perkusji gra Kuba Staruszkiewicz i to już powinno wystarczyć za rekomendację.



Wielkie brawa dla organizatorów. Wszystko dobrze ogranięte, sporo ludzi z zagranicznej branży. Pewnie jak zwykle nie da to żadnego efektu ale i tak miło.

pzdr E